Monika Olejnik
rozmawia z Andrzejem Zollem – rzecznikiem praw obywatelskich
Monika Olejnik: Panie
profesorze, czy prostytucja w Polsce powinna być legalna czy
zdelegalizowana? Andrzej
Zoll: To jest bardzo trudne pytanie...
Olejnik: Dlatego
chciałam prosić pana o odpowiedź. Zoll: Właściwie nie ma na nie dobrej odpowiedzi.
Uprawianie prostytucji nie jest zakazane pod groźbą kary – i
myślę, że tak musi zostać – natomiast karane są zachowania,
które polegają na czerpaniu zysku z uprawiania prostytucji, ze
zmuszania do uprawiania prostytucji, z ułatwiania uprawiania
prostytucji przez inne osoby w celu osiągnięcia korzyści
majątkowej, czyli sutenerstwo, kuplerstwo, stręczycielstwo.
Tego typu zachowania są karane. Olejnik: A dlaczego pan mówi, że tak powinno
zostać? Zoll: Dlatego,
że prawo, szczególnie prawo karne, nie jest instrumentem do
zwalczania wszystkich patologicznych przejawów w
społeczeństwie. Prawo karne nie nadaje się do tego, żeby
zwalczać na przykład alkoholizm, nie nadaje się do tego, żeby
zwalczać inne przejawy życia, które są szkodliwe.
Olejnik: Ale narkotyki
zwalczamy przy pomocy prawa już teraz.
Zoll: Wiemy, że jest to
bardzo dyskusyjna sprawa. Nie wiem, jakie będą rezultaty
zwalczania posiadania nawet najmniejszej ilości narkotyków za
pomocą prawa karnego; już dziś są pewne niepokojące sygnały,
jeżeli chodzi o praktykę. Kryminolodzy mają bardzo różne
zdania na ten temat. Od tysięcy lat właściwie nikomu nie udało
się natomiast zwalczyć prostytucji, więc również chyba prawo
karne na przestrzeni wieków okazało się instrumentem
niezdatnym do tego. Olejnik: Ale chce pan wziąć pod nadzór agencje
towarzyskie. Jak to ma wyglądać? Zoll: Ja chcę – i w tym kierunku dąży moje
wystąpienie do ministra sprawiedliwości – ażeby sprawa została
sprowadzona właśnie na grunt prawny, dlatego że mamy tu do
czynienia z wielką hipokryzją. Mówimy o agencjach
towarzyskich, o działalności handlowo-usługowej na gruncie
ustawy o działalności gospodarczej, podczas gdy mamy tutaj
ukrytą formę domów publicznych i w związku z tym jest to
właśnie forma działań karalnych, przewidzianych w kodeksie
karnym – jest to czerpanie korzyści majątkowych z uprawiania
prostytucji przez inne osoby. Trzeba się zdecydować: albo
skreślmy te przepisy z kodeksu karnego i powiedzmy, że w takim
razie domy publiczne są legalne, albo stosujmy prawo. Ten
stan, który jest obecnie, jest stanem absolutnie niezgodnym z
porządkiem prawnym. Olejnik: Czyli, zdaniem pana profesora, domy
publiczne powinny być legalne? Dzięki temu moglibyśmy na
przykład opodatkować domy publiczne.
Zoll: Na pewno ten stan,
który jest dzisiaj, jest zły. Poza tym myślę, że nawet
doprowadzenie do legalizacji domów publicznych ułatwi
mieszkańcom, sąsiadom tych domów występowanie w obronie swoich
praw. Biorę pod uwagę sygnały, które przychodzą obecnie do
mojego biura. Moje wystąpienie nie było wzięte z powietrza.
Ostatnio dostałem zbiorowy protest mieszkańców Podhala, którzy
występują przeciwko zakładaniu agencji towarzyskich w
poszczególnych miejscowościach. Ci ludzie mają prawa, które
powinny być chronione. Mam w Krakowie znajomego, który mieszka
w kamienicy, a pod nim jest agencja towarzyska – człowiek
przeżywa koszmar. Jest to więc też kwestia naruszenia praw
innych osób. Olejnik:
Czyli co: zlikwidować czy zalegalizować?
Zoll: Ja byłbym za
zalegalizowaniem i postawieniem sprawy jasno. Uważam, że
lepsze byłoby to, co jest na przykład w innych państwach
zachodnich – tam się wyprowadza z centrum miasta tego typu
zakłady – niż taka wolna amerykanka, jaka obecnie w Polsce
panuje. Uważam, że to jest absolutnie niewłaściwe.
Olejnik: Panie
profesorze, a czy wolną amerykankę stosuje minister
sprawiedliwości Lech Kaczyński w ostatnich swoich
wypowiedziach? Pan jako prawnik zapewne potrafi to ocenić. Czy
minister sprawiedliwości powinien mówić o pogłoskach, o
pewnych rzeczach, o których wie, o tym, że służby specjalne
inspirują dziennikarzy, artykuły prasowe?
Zoll: Proszę pani, mam
tu bardzo trudną sytuację, dlatego że powszechnie znany jest
mój spór z panem ministrem Kaczyńskim. Może nie jestem
właściwą osobą, ażeby oceniać tego typu wypowiedzi pana
ministra. Myślę, że w ogóle w tego typu sprawach za dużo się
mówi, a powinno się działać. Jeżeli mam konkretny dowód, to
zaczynam działać. Jeżeli nie mam dowodu, to zbieram dowody,
ale milczę. Wyprzedzanie faktów za pomocą tego typu wypowiedzi
powoduje, że cała sprawa staje się niepoważna i powstaje pewna
atmosfera, w której to atmosferze próbuje się załatwić
problem. To jest pewna metoda, która mi nie odpowiada w
działaniu ministra Kaczyńskiego. On ją stosuje również, jeżeli
chodzi o tę dziedzinę, która mnie bezpośrednio interesuje, to
znaczy prawo karne. Tu też najpierw stwarza się atmosferę
zagrożenia, a później na podstawie tak już stworzonej
atmosfery próbuje się uzasadniać konieczność zmiany przepisów
w kodeksie karnym czy konieczność zmiany polityki. Zgadzam się
z ministrem w pewnym obszarze, to znaczy w sprawie
konieczności zdyscyplinowania sądów i prokuratury. Te
instytucje nie zawsze działają dobrze, często działają bardzo
źle. Ale nie można tego przenosić na ustawodawstwo, a
szczególnie nakręcać atmosfery konieczności zwiększania liczby
osób pozbawionych wolności. Olejnik: Może dzięki temu minister ma najlepszą
opinię, jest najbardziej popularnym ministrem w rządzie.
Zoll: Musimy się
zastanowić, czy chodzi nam o załatwienie sprawy, czy o
posiadanie dobrej opinii. Moim zdaniem, ambicją każdej osoby
działającej publicznie powinno być przede wszystkim
załatwienie tych problemów, które należą do kompetencji danego
urzędu. Natomiast opinia publiczna to inna sprawa.
Olejnik: Panie
profesorze, a czy prokurator generalny powinien opowiadać
publicznie, co mówi dziennikarka podczas przesłuchania w
sprawie artykułu, który napisała? Co prawda minister
powiedział mi w „Kropce nad i”, że było to poza protokołem,
ale powiedział o tym publicznie. Zoll: Mam wątpliwości, czy to powinno się ujawniać.
Olejnik: A jakie to są
wątpliwości – natury prawnej czy natury moralnej, etycznej?
Zoll: Jednej i drugiej.
Olejnik: Jednej i
drugiej? Zoll: Tak.
Olejnik: Na koniec
chciałam pana zapytać o Fundację Pojednanie. Fundacja
Pojednanie ma mieć nowy statut i okazuje się, że jest jedno
„ale” – nie ma ciała odwoławczego. Jak to możliwe, że
poszkodowani nie będą mieli się gdzie odwoływać?
Zoll: To bardzo ważny
problem. Mianowicie ta fundacja nie jest przecież czymś nowym
w naszym obrocie prawnym. To jest fundacja, która już
rozdzielała bardzo poważne kwoty wynikające z porozumienia
rządów Polski i Niemiec. Moi poprzednicy dostali około
jedenastu tysięcy skarg na działanie fundacji. Nie chcę w tym
momencie oceniać, czy fundacja działała źle czy dobrze, ale
skargi wpływały. Mamy tutaj do czynienia z systemem pewnej
działalności publicznej tej fundacji i wydaje mi się, że w
państwie prawnym musi być kontrola sądowa nad taką
działalnością. Dla mnie przepis statutu, w którym mówi się o
ostateczności decyzji i który wyklucza możliwość kontroli
działalności tej fundacji – działalności zupełnie podstawowej
dla ludzi, bo efekty tego są podstawowe – budzi bardzo poważne
wątpliwości. Wiem, że podstawą rozdziału tych pieniędzy jest
prawo niemieckie, ale chodzi o interes polskiego obywatela,
który rezygnuje z wszelkich roszczeń w stosunku do strony
niemieckiej. To wymaga kontroli sądowej, czy spełnia on
warunki czy nie. Olejnik: Właśnie, bo jak podaje „Gazeta Wyborcza”,
nawet niemiecka ustawa odszkodowawcza wyraźnie powiada, że w
fundacji powinny zostać powołane niezależne i niepodlegające
żadnym naciskom instancje odwoławcze.
Zoll: Mnie chodzi nie
tylko o organy fundacji. Chodzi mi o to, aby była jednak
możliwość kontroli niezawisłego sądu nad prawidłowością
zakwalifikowania – nie o wysokość kwot i tak dalej, bo to jest
w rękach fundacji, ale o to, czy dana osoba spełnia warunki
przewidziane w ustawie niemieckiej. Olejnik: A czy nie wystarczyła rozmowa z prezesem
fundacji? Zoll: Taka
rozmowa była. Występowałem do premiera, spotkałem się też z
prezesem fundacji i z innymi jeszcze osobami, ale efekt tego
był niewielki, w związku z tym przystąpiłem do postępowania
rejestrowego. Tu jednak będziemy walczyć o to, żeby ten statut
był prawidłowo uchwalony. Olejnik: Czy przeraża pana to, że jeszcze cztery i
pół roku musi pan być rzecznikiem praw obywatelskich?
Zoll: O tak, bardzo
niepokoi. To bardzo długi okres, rzeczywiście jest to dla mnie
dystans przerażający. Olejnik: Ale nie żałuje pan?
Zoll: ...
Olejnik: Cisza?
Zoll: Tak.
|