W numerze 1 z 2009 r. Angory w artykule pt. Polska musi płacić ukazała się wypowiedź R. Frankowicza na mój temat:
"....Adam Sandauer, prezes
"Primum non nocere" wiele razy
deprecjonował naszą działalność.
To o tyle dziwne, że przed 13 laty
sam zwrócił się do mnie o sporządzenie
takiej opinii w jego sprawie
(pismo mam do dziś). Po zapoznaniu
się z dokumentami pana Sandauera
odmówiliśmy napisania opinii
w jego sprawie, gdyż uważaliśmy,
że nie jesteśmy w stanie
stwierdzić winy szpitala...."
Wpowiedź powyższa wymaga sprostowania:
Pod koniec lat 90-tych, nie pamietam już czy był to rok 1998 czy 99, spotkałem dr R.Frankowicza w ministerstwie zdrowia. Zaproponował mi napisanie opinii dotyczącej błedów lekarskich popełnionych przy moim leczeniu. Wyraziłem zgodę, więc poprosił abym mu dał pełnomocnictwo pozwalające na wglad w moją dokumentacje medyczną. Podyktował mi treść dokumentu, który napisałem. Jest to jedyny dokument popchodzący ode mnie jaki może posiadać R.Frankowicz. Jeśli jest inaczej, apeluję publicznie o ujawnienie całości tego mojego listu który jakoby posiada.
Czy zapoznał się on z moją dokumentacją, czy też nie, nie mam pojęcia, bo później w tej sprawie się ze mną nie kontaktował, a i ja nie kontaktowałem się z nim, wiedząc iż prywatne opinie nie są dowodem dla sądu. Czy opinii nie napisał, bo jak obecnie twierdzi " uważaliśmy, że nie jesteśmy w stanie stwierdzić winy szpitala..." czy też dlatego że nie wziął ode mnie pieniędzy, pojęcia nie mam.
Ponieważ Pan Frankowicz twierdzi jakobym zwrócił się do nigo o sprządzenie opinii, a pobiera on już na wstępie, opłaty za swą działaność, publicznie zwracam się do niego o przedstawienie dowodu mojej opłaty (przelewu czy faktury), którą powinienem był wnieść choćby za wstępną analizę. Dokumentu takiego R Frankowicz nie posiada i posiadać nie może , bo nie zwracałem się do niego o żadną opinię, natomiast ma on dokument dający mu upoważnienie do wglądu w moją dokumentację, bo o taki dokument sam mnie prosił.
Moja ocena mało wartościowych ( z punktu widzenia dowodowego ) opinii sporządzanych przez rodzinną firme Państwa Frankowiczów i pobieranie za nie sporych opłat, przy okazji "społeczniej działalności" Pana Prezesa jest powszecnie znana.
Trybunał w Strasbourgu uznał ostatnio iż ochrona wolności wypowiedzi nie pozwala na karanie R. Frankowicza za krytykowanie innych lekarzy w sporządzanych przez niego opiniach. Trybunał oczywicie miał rację. Nie oznacza to jednak iż sporządzane przez R. Frankowicza opinie stanowią dowody dla sądów.
A.Sandauer