Strona 1 z 1

Powikłania po operacji wyrostka

: 28 sie 2016, o 00:00
autor: Andrzej83
Jeśli dojdzie do zdublowania postu to proszę jeden usunąć - przepraszam za zaistniałą sytuację ale nie wiem czy poprzedni post "poszedł"
Witam mam pytanie w dość specyficznej sprawie albowiem "czynności są w toku".
Otóż moja dziewczyna (21 lat) miała 3 tygodnie temu usunięty wyrostek - na razie nie będę wchodził w szczegóły miejsca czasu etc, w każdym razie: Pojawiliśmy się w szpitalu w Niedzielę ok godziny 15, silny, ponad dwudniowy ból podbrzusza, stan podgorączkowy - podejrzenie zapalenia wyrostka (niemal cała jej rodzina miała wyrostek usuwany) poinformowano nas że opieka ambulatoryjna została przeniesiona od NZOZ mieszczącego się ... 500m od mojego mieszkania i że musimy się tam udać po skierowanie, dotarliśmy do ambulatorium lekarz stwierdził że to chyba jednak nie wyrostek i wypisał skierowanie... do szpitala do Chirurga. Do szpitala pojechał już sama, byłem po pracy i po stwierdzeniu że to najprawdopodobniej zatrucie albo zablokowanie treści jelitowej stwierdziłem że wrócę do domu odetchnąć i do szpitala dojadę później, Moja dziewczyna wylądowała na oddziale chirurgii koło 16, dojechać nie zdołałem bo już o o 20 miała przeprowadzony zabieg (nic nie jadła od poprzedniego wieczora) diagnoza ropiejące zapalnie wyrostka, a wcześniej zaczęto procedurę narkozy. Wydawało się że wszystko poszło dobrze. Odwiedzałem ją codziennie. Po trzech dniach, w niezbyt dobrym wizualnie stanie - ledwo się poruszała, była widoczna lekka opuchlizna brzucha i ogólne wychudzenie - została wypisana do domu z adnotacją "pacjent w stanie dobrym" - nie przeprowadzono przed wypisem żadnych badań diagnostycznych (krew, USG, etc), nie przepisano żadnych leków, na wypisie nie ma informacji jaki antybiotyk podano w czasie operacji, acz fakt podania został wyszczególniony. Odmówiono nawet mojej prośbie podania jej przed wyjściem ze szpitala kroplówki z glukozą i elektrolitami żeby ją na drogę trochę postawić na nogi bo "nie praktykujemy tego zresztą pacjentka więcej będzie miała ze zjedzenia obiadu" z czym bym się nawet może i zgodził gdyby nie fakt że pacjentka miała regularną biegunkę. No ale trudno, jakoś dowiozłem ją do domu.
Tydzień później, we wtorek, miała wyznaczony termin zdjęcia szwów w poradni przyszpitalnej. Jej rekonwalescencja przebiegała kiepsko, miał problemy z jedzeniem i wydalaniem i coraz bardziej "puchła". Na zdjęciu szwów wyglądała gdzieś na 4-5 miesiąc ciąży, nie wzbudziło to jednak podejrzeń chirurga który zamiast zlecić czy choćby doradzić wykonanie prywatnego USG jamy brzusznej ścisną ją tylko mocno - tak że się popłakała - i ucieszył się że "nic z niej nie leci". Po czym uznał że rana słabo się goi i nakazał pielęgniarce zdjęcie tylko 3 szwów z 6. W czwartek w drodze do pracy o godzinie 9.30 zadzwoniła do mnie że "coś z niej wypływa" - myślałem że wylało się trochę ropy, ale na wszelki wypadek z pracy tego dnia się zwolniłem telefonicznie - urlop na żądanie - poradziłem jej przez telefon żeby wezwała pogotowie i zawróciłem do domu., Zastałem ją leżącą w kałuży potwornie cuchnącej cieczy - na oko litr do dwóch wydzieliny ropnej - zapach dosłownie przyprawiał o wymioty, z rany dosłownie ciurkiem sączyła się dalsza treść ropna. Dowiedziałem się że Pogotowie odmówiło jej przyjazdu więc sam zadzwoniłem i również spotkałem się z odmową - pacjent jest przytomny więc nie ich problem - poradzono mi zadzwonić do szpitala po transport medyczny. Zadzwoniłem do szpitala gdzie zostałem poinformowany że na transport medyczny potrzebuję skierowania od lekarza rodzinnego/pierwszego kontaktu/POZ czy jak się to teraz oficjalnie nazywa - niestety moja dziewczyna jest zarejestrowana w przychodni w innym mieście więc takiej opcji nie było. Zapytałem o możliwość odpłatnego kursy na co pani ze szpitala podała mi cenę ale poinformowała mnie również że teraz nie ma takiej możliwości bo ich jedyna karetka do TM jest obecnie w miejscowości oddalonej o ponad 30km i nie wiadomo kiedy wróci. Słysząc moją narastającą irytację podała mi numer do pobliskiego NZOZu który zajmuje się również świadczeniem usług transportu medycznego. Karetka przyjechała, sanitariusz nie chciał uwierzyć że pacjentka w takim stanie mogła być 24h wcześniej na zdjęciu szwów.
Pojechałem razem z nią do Szpitala, zapłaciłem 150 zł za transport, po czym najpierw 2 godziny czekaliśmy na SORze aż jakiś chirurg znajdzie wolną chwilę, po czym przyszedł lekarz i postanowił dokonać fizycznego "płukania jamy brzusznej" i bez znieczulenia zaczął w ranę wstrzykiwać jakiś płyn - podejrzewam że sól fizjologiczną. Na szczęście przypadkiem zainteresował się też Ordynator oddziału więc do wykonania "płukania" nie doszło za to skierowano ją najpierw na USG a później na Tomograf. Stwierdzono rozległy, że zacytuję "ogromny" ropień - dokładny opis jest w wypisie podam go jutro bo obecnie wypis wraz z dziewczyną ponownie jest w szpitalu - ale uprzedzam wypadki. Zalecono wykonanie operacji - przed jej rozpoczęciem spytałem jednego z zajmujących się nią Chirurgów czy nie jest to zapalenie otrzewnej na co ten natychmiast zaprzeczył i stwierdził że jest to ropień między powłokowy. Znów wybiegając w wypisie jest jasno napisane rozpoznanie "zapalenie otrzewnej" i "ropień jamy brzusznej". Operacja się odbyła, brzuch został ponowie otwarty, ropień usunięty, otrzewna wyczyszczona, założono wewnętrznie seton i dren.
Odwiedzałem ja codziennie - więc nazajutrz po operacji spytałem lekarza czy w związku z jej ogólnym osłabieniem i nawracającymi od podawanego antybiotyku i chemioterapeutyku nudnościami (jakiś preparat na M) mogliby jej podać kroplówkę odżywczą (jak dla pacjentów karmionych poza ustrojowo przed założeniem dojścia centralnego) na co usłyszałem że "byłby to błąd w sztuce" bo nie ma przesłanek medycznych pacjentka może jeść (nie ważne że wszystko zwraca pomimo podawania leków przeciwwymiotnych które dostała na moją prośbę). W niedzielę bodajże została poddana kolejnej operacji - seton usunięto, ranę zaszyto. Po kolejnych dwóch dniach został wypisana do domu (bodajże we wtorek) - tym razem przeprowadzono usg badanie krwi i przepisano antybiotyk, natomiast dren musiała jej wyciągnąć pielęgniarka bo żaden z lekarzy "nie miał na to czasu". W czwartek była na kontroli - tym razem badał ją już inny lekarz niż ten standardowo przyjmujący w poradni, przeprowadził kolejne usg, uznał że wszystko wygląda dobrze i wyznaczył termin zdjęcia szwów.
Dzisiaj po raz kolejny trafiła do szpitala na SOR - znowu kiedy byłem w pracy - i tym razem po skierowaniu z ambulatorium -silne bóle brzucha, wrażenie skręcanych jelit, podejrzenie zatoru jelit tzw "skrętu kiszek", gdzie znowu czekała 2-3 godziny na pojawienie się lekarza, kolejne dwie na Tomograf (musiała wypić kontrast) w między czasie się z nią widziałem, poinformowała mnie że miał robione badanie krwi i wyniki były dobre. Wróciłem do domu, po 21 zadzwoniłem żeby się dowiedzieć co z wynikami TC, miała już w ustach zgłębnik i powiedział mi tylko że TC miała i czeka na decyzję lekarzy. 20 minut później zadzwoniła do mnie z informacją że ma zadzierzgnięte jelito i będą ją operować, byłem temu przeciwny ale lekarz stwierdził że nie może ustabilizować stanu pacjentki i zaczekać do rana ani nawet aż dojadę. I w chwili obecnej jest po 4 operacji jamy brzusznej w ciągu 3 tygodni. Będę się z nią widział jutro rano.
W związku z powyższym mam kilka pytań:
Czy można się w moim opisie dopatrzyć ewidentnych błędów lekarskich ?
Czy znany jest Państwu Chirurg - rzeczoznawca, biegły etc który w wypadku kolejnego "zbiegu okoliczności" mógłby asystować przy operacji - na przykład w przypadku uszkodzenia operacyjnego jelit albo innego jatrogennego powikłania pooperacyjnego? Ewentualnie taką operację poprowadzić i wydać opinię pod kątem możliwych wcześniejszych błędów lekarskich?
Czy mogą mi Państwo doradzić do jakiego szpitala przewieźć moją dziewczynę w wypadku pojawienia się kolejnych "nieprzewidzianych ale niestety występujących" powikłań? - Okolice Sosnowca +20km.
Na chwilę obecną mniej jest dla mnie istotna kwestia odszkodowania a bardziej uratowania jej życia, (acz walki o odszkodowanie/ukaranie osób winnych zaniedbań absolutnie nie wykluczam a wręcz o ile do takowych zaniedbań doszło mam zamiar jak najszybciej rozpocząć) bo zupełnie szczerze obawiam się że w końcu przy tak "znakomitej" opiece medycznej, kolejny "stan zagrażający życiu" ( po kolei: ropiejący wyrostek, zapalenie otrzewnej, skręt jelit) po wypisie "pacjent w stanie dobrym" jej życie może zakończyć - w tej chwili zaczyna wyglądać jak więźniarka z Oświęcimia i sądzę że jej organizm nie zniesie już wiele.

Re: Powikłania po operacji wyrostka

: 3 paź 2016, o 14:03
autor: KancelariaBFP
Szanowny Panie,

aby dokonać oceny, czy w danej sytuacji można mówić o błędzie medycznym, konieczna jest szczegółowa analiza dokumentacji medycznej. Tym bardziej, jeżeli stan faktyczny jest tak skomplikowany, jak w opisywanym przypadku. Zauważyć jednak należy, że ropień zalicza się do powikłań, które mogą wystąpić po zabiegu usunięcia wyrostka i za jego wystąpienie lekarz prawdopodobnie nie będzie ponosił odpowiedzialności. Zwłaszcza jeżeli pacjent został o możliwych powikłaniach poinformowany przed zabiegiem i podpisał świadomą zgodę na zabieg. Osobą kwestią jest to, czy powikłanie zostało odpowiednio wcześnie rozpoznane i czy dalsze postępowanie było właściwe. Jednakże, aby móc ocenić, czy w przedmiotowej sprawie mamy do czynienia z jakimikolwiek zaniedbaniami ze strony lekarzy, konieczna jest szczegółowa analiza dokumentacji medycznej.

Jeśli zaś chodzi o wskazanie konkretnych lekarzy, czy placówki medycznej, to niestety nie mamy w tym zakresie kompetencji.

Kancelaria BFP (Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni)