nie rozpoznany zawał serca - czy to jest możliwe?

Tu opisane jest czemu ma służyć forum, jak i zasady udzielania porad przez profesjonalistów

Moderator: KancelariaBFP

lucja.czar
Posty: 1
Rejestracja: 17 lis 2011, o 18:51

nie rozpoznany zawał serca - czy to jest możliwe?

Post autor: lucja.czar » 17 lis 2011, o 19:40

Bardzo proszę o informację, czy zawał serca może nie zostać rozpoznany?
Wieczorem 24.08.2011 r. (ok. godz. 23:00) mama (66-letnia kobieta) dostała bardzo poważnego ataku: duszności, ból w klatce aż po żuchwę, spadek ciśnienia, mdłości, charczenie, ostatecznie utrata przytomności. Przed przyjazdem karetki udało się nam przywrócić mamie przytomność. Pogotowie natychmiast zabrało mamę do rejonowego szpitala, skąd niemal natychmiast przetransportowano ją do akademickiego szpitala klinicznego we Wrocławiu z podejrzeniem rozwarstwiającego tętniaka aorty. Do wrocławskiego szpitala mama trafiła około godziny 1 rano 25.08.2011 r. Około godziny 3 rano poinformowano nas, że wykluczono przyczyny kardiologiczne. Niedługo później wykluczono też przyczyny neurologiczne. Mama miała bardzo wysoki cukier i była "zakwaszona" (pomimo, że mam nigdy wcześniej nie miała cukrzycy. Do około 6 rano stan mamy był ciężki i niestabilny. Wciąż szukano przyczyny takiego stanu i stawiano coraz to nowe diagnozy (zatrucie, pęknięta śledziona itp.). Około 6 rano stan mamy się ustabilizował i pozwolono nam chwilę się z mamą zobaczyć. Potem już nie informowano nas praktycznie o niczym. Mimo naszych próśb nie udzielano nam już żadnych informacji, nie chciano też wskazać lekarza prowadzącego. Ciągle kazano tylko czekać, a jedyne informacje, jakie udało nam się uzyskać, polegały na tym, że stan mamy jest obcenie stabilny, a diagnoza wciąż trwa. Niespodziewanie (oczywiście po kolejnej naszej wizycie na dyżurce z prośbą o informację), przed godziną 16:00 po południu, lekarz siedzący na dyżurce poinformował nas, że mama zostanie za chwilę przeniesiona do kliniki chorób wewnętrznych, zawodowych oraz nadciśnienia tętniczego. Lekarz nie umiał, a może nie chciał, powiedzieć nam diagnozy (mówił tylko o tym, że zdania specjalistów są podzielone, że generalnie mama jest zacukrzona, zakwaszona i jednak coś tam ma z sercem). Lekarz nie umiał (a może nie chciał?) też wskazać nam lekarza prowadzącego. Na naszą prośbę powiedział jedynie, że stan mamy jest stabilny, że czuje się dobrze i pozwolił nam chwilę zobaczyć się z mamą. Mama była faktycznie przytomna, mówiła bardzo logicznie, nawet żartowała. Przy nas podpisywała zgodę na przeniesienie do kliniki wewnętrznej. Gdy przejechaliśmyu windą do kliniki wewnętrznej, już nie zobaczyliśmy mamy żywej. Przewiezienie mamy z SOR-u na oddział wewnętrzny trwał około 5 minut. Do kliniki wewnętrznej mama trafiła już nieprzytomna, w stanie "agonalnym" (z opisu lekarza z kliniki wewnętrznej z dziennika dyżurów). Półgodzinna reanimacja nie przyniosła efektu. Na karcie statystycznej jako bezpośrednią przyczynę zgonu wpisano zator tętnicy płucnej.
Jednak sekcja zwłok wykazała, że nie było żadnego zatoru tętnicy płucnej, a przyczyną śmierci mamy był świeży, bardzo rozległy zawał lewej komory mięśnia sercowego z tamponadą (pęknięcie ściany serca 2/3). Pani docent, która wykonywała sekcję zwłok nie miała najmniejszej wątpliwości, co do przyczyny zgonu. Mama miała też lekki obrzęk płuc i mózgu. Zmiany miażdżycowe w organiźmie mamy były w stopniu zupełnie bardzo umiarkowanym, wszystkie tętnice były drożne.
Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale chciałam dokładnie opisać przebieg hospitalizacji mamy, bo do dziś dnia nie mogę zrozumieć, jak to możliwe, że w XXI wieku, w profesjonalnej klinice nie rozpoznano choroby mamy?
Bardzo długo szpital zwlekał z dostarczeniem nam dokuemntacji medycznej z leczenia, dostaliśmy ją całkiem niedawno (narazie niewiele z niej rozumiem, ale na pewno w badaniach wykryto płyn w worku osierdziowym, w dokumentach było opisane podejrzenie zapalenia osierdzia);
zastanawia mnie też wpis z konsultacji kardiologicznej, gdzie lekarz kardiolog wpisał, że nia ma podstaw do leczenia mamy w oddziale kardiologicznym...
Nie wspomnę o tym, że do dziś dnia nie dostaliśmy odpowiedzi na nurtujące nas wątpliwości w sprawie pobytu naszej mamy w szpitalu ani od Pełnomocnika Dyrektora ds. Pacjenta, ani też od Dyrekcji szpitala (pierwsza korespondencja wysłana była początkiem września, druga pod koniec września, trzecia miesiąc później).
Zastanawiamy się, co dalej zrobić w tej sytuacji.
O ile to możliwe bardzo proszę o wskazówki, podpowiedzi itp.
No i oczywiście, proszę też o informację, jeśli ktoś zetknął się z podobną sytuacją.
pozdrawiam i z góry bardzo dziękuję.

Sandauer
Administrator
Posty: 170
Rejestracja: 2 mar 2010, o 11:26

Re: nie rozpoznany zawał serca - czy to jest możliwe?

Post autor: Sandauer » 24 lis 2011, o 20:56

Pani Łucjo,
Nie wiem czego Pani po nas oczekuje. Wiadomo iż w badaniu EKG świeży zawał może być niewidoczny. Natomiast badania biochemiczne krwi, powinny wtedy dać jednoznaczną odpowiedź, o ile zostały przeprowadzone.

Ponieważ nie jestem lekarzem, proszę ten komentarz traktować jako wstępną informację wynikającą tak z moich doświadczeń jak i osób które kontaktowały się ze Stowarzyszeniem i proszę przekonsultować go ze specjalistą.

ODPOWIEDZ